Machinae Supremacy - Machinae Supremacy
Podczas koncertu Machinae Supremacy w Helsinkach w 2024 roku miałem okazję zamienić kilka słów z gitarzystą zespołu, Jonasem Rörlingiem. Nowy album był wtedy na horyzoncie - panowie mieli świadomość, że od ich poprzedniego wydawnictwa minęło naprawdę sporo czasu (8 lat!) i dobrze by było wypuścić cały nowy materiał, który uzbierał się przez lata. Kilkanaście miesięcy później doczekaliśmy się - w marcu 2026 roku światło dzienne ujrzał album Machinae Supremacy.
Jak każdy zespół grający długo MaSu wypracowali swój unikalny styl - połączenie gitarowego brzmienia z elektroniką z Commodore 64. I tytuł albumu doskonale oddaje to, czego po płycie należy się spodziewać: Machinae Supremacy w pełnej krasie. Gitary - obecne. SID - obecny. Teksty o walce ze złem - również. Nostalgia - wszechobecna. Produkcja jest, jak zwykle, na najwyższym poziomie - aranżacje są bogate, ale nie przesadzone (w War Angels mamy nawet wpływy metalu symfonicznego i muszę przyznać, że brzmią one rewelacyjnie). Całość to piętnaście utworów i nieco ponad godzina muzyki - słucha się świetnie i czas mija naprawdę niepostrzeżenie.
Nie jest to oczywiście płyta przełomowa, wybitna i zmieniająca świat. To kawał świetnie wykonanej roboty, dający słuchaczom dokładnie to, czego chcą. Gorąco polecam.
